FOTO

Iwona Niedźwiedź: O profilaktyce trzeba przypominać!

Przed Meczem Różowej Wstążki rozmawiamy z Iwoną Niedźwiedź, reprezentantką Polski w piłce ręcznej, a obecnie ekspertką nc+.

Justyna Woja: Powiedz mi szczerze Iwona, kiedy ostatni raz się badałaś?

Iwona Niedźwiedź: Jakieś pięć lat temu? Jeszcze jak grałam Gdyni po powrocie z moich skandynawskich wojaży. Jednym z lekarzy na liście po powrocie do Polski był ginekolog i badałam też piersi

Ktoś cię do tego zachęcił, czy zrobiłaś to przy okazji innych wizyt?

- Wynikało to ze zwykłej profilaktyki, to było po długiej nieobecności w kraju. Chodziłam oczywiście do lekarzy w Danii. Powiem ci, że gdybyś nie zadzwoniła i mi o tym nie przypomniała i gdyby nie było Meczu Różowej Wstążki, to bym o tym w ogóle nie pamiętała.

Wydawałoby się, że to powinno być naturalne, że kobiety powinny się badać, uważasz, że trzeba im cały czas przypominać, żeby dbały o siebie?

- Absolutnie tak! My dziś tak dużo pracujemy, mamy mnóstwo obowiązków. Popatrz, ja jestem kobietą, która nie ma jeszcze rodziny, teoretycznie powinnam mieć mniej obowiązków. Nie mam dziecka, które trzeba zawieźć do przedszkola, trzeba ugotować obiad, odrobić z nim lekcje, a tej przestrzeni, w której powinniśmy zadbać o siebie cały czas brakuje. Mówię tu o profilaktyce, ale też o dbałości o swoje wnętrze, które mi daje na przykład joga. Mi jest ciężko znaleźć kilka godzin w tygodniu na takie aktywności, a co dopiero mówić o kobietach z rodzinami, które powinny do tego wszystkiego dołożyć profilaktykę. Dlatego trzeba przypominać, bo bardzo często w życiu słyszymy „życzę ci zdrowia, bo jest najważniejsze” i to jest tak banalne w swojej formie, ale ja dziś dobijając do czterdziestki widzę, jakie to jest prawdziwe i ze wszystkich życzeń, jakie słyszymy to jest najważniejsze.

Czy ty, jako zawodniczka trenująca na najwyższym poziomie, otoczona sztabem szkoleniowym, dostępem do specjalistów, myślałaś kiedyś, że mogłabyś zachorować?

- Nie. Pomijając kontuzje, które są wpisane w tę dyscyplinę nigdy nie pomyślałam, że mogłabym zachorować na raka. Nie krążyło to w ogóle wokół mojej orbity. Wyznaję zasadę, żeby nie dopuszczać do siebie takich myśli. Ja je od siebie odsuwam, odpycham od siebie negatywne myślenie.

Właśnie Rak’n’Roll też wyznaje taką zasadę, że „łeb do słońca” – tak mawiała Magda Prokopowicz, założycielka. Fundacja organizuje wiele akcji takich jak Boskie Matki, dla kobiet w ciąży chorych na raka, czy Daj Włos. Przede wszystkim pokazują, jak po ludzku przejść przez raka. Czy uważasz, że jako sportowiec łatwiej byłoby sobie poradzić z chorobą?

- Zaryzykuję stwierdzenie i myślę, że trochę łatwiej, bo nasza codzienna praca opiera się na stresie, jesteśmy poddawani krytyce, a to jest swojego rodzaju walka, czy to na treningu, czy na meczu i umiejętność radzenia sobie z wybojami jakie nas spotykają. Sport to są cały czas przeszkody, czy to sytuacje boiskowe, czy to nawet problemy w głowie spowodowane stresem czy krytyką. Jesteśmy jako sportowcy cały czas nastawieni na krytykę. Więc tak, byłoby łatwiej.

Nasi zawodnicy, sportowcy, silni, chcą pokazać kobietom, że są i będą dla nich wsparciem czy to w profilaktyce, czy w samej chorobie. Pamiętasz rok temu w Piotrkowie? Drużyny wybiegają na parkiet w różowych strojach – co wtedy czułaś?

- Świetna akcja!  W ogóle lubię różowy kolor, nie noszę go za często, ale kojarzy mi się z energią. Wtedy na Meczu Różowej Wstążki było bardzo dużo koloru różowego i medialnie i w obrazku prezentowało się to bardzo fajnie. Myślę, że mężczyźni też są bardzo ważnym elementem w tym o czym mówi Fundacja Rak’n’Roll czy Mecz Różowej Wstążki. Ile znaczą dla kobiety piersi, ale też właściwie dla mężczyzny nie trzeba mówić. W momencie, kiedy kobieta traci takie atrybuty, to traci swoje poczucie kobiecości, poczucie wartości, a mężczyzna, który będzie wsparciem jest ogromnie ważne. Dlatego zaangażowanie mężczyzn jest budujące, że nie ma narzekania, że ma założyć różową koszulkę. Taki mecz nabiera wyjątkowości, zobacz co się stało w Piotrkowie, gdzie Piotrkowianin sprawił wielką niespodziankę i wygrał z Wisłą Płock. W ostatecznym rozrachunku Wiśle to nie zaszkodziło, ale wszyscy o tym mówili.

Było dużo szumu, ale to zadziałało na korzyść akcji. Dziś jesteś po drugiej stornie barykady, kiedyś pokazywano ciebie i mówiono o tobie, dziś to ty pokazujesz i mówisz o innych. Masz świadomość tego, że niesiesz nie tylko informacje, czy dostarczasz eksperckie analizy, ale przyczyniasz się do niesienia idei, do czegoś dobrego?

- Zadając mi to pytanie uświadomiłaś mi, że tak jest. Przez ostatnie 25 lat wykonywałam powierzone mi zadania na boisku i nie da się tego zmienić w rok czy dwa. Jestem zadaniowcem, jadę, robię robotę i nigdy o tym tak nie myślałam, a faktycznie, jeśli przyczyniam się do czegoś dobrego, to bardzo fajnie.

Oczywiście, że tak jest!

- To bardzo się cieszę. Żyjemy w takim świecie pochłoniętym social mediami i przewija się wiele śmieciowych rzeczy zatracając to, co jest najważniejsze. Mi się tak podoba to co robi Kaśka Nosowska czy Dawid Podsiadło na Instagramie, to cicha walka z powierzchownością. Ja się trochę temu buntuję i jeśli mogę przyczynić się do czegoś wartościowego, co może komuś pomóc to jestem jak najbardziej za. Ostatnio moja koleżanka z boiska przeżyła tragedię i kiedy najbliższych to dotyka, dopiero uświadamiamy sobie, co jest najważniejsze, a to takie proste rzeczy jak zdrowie, a nie pogoń za bezwartościowymi rzeczami.

Jesteś częścią naszego chytrego planu, uświadamiania kobiet o swoim zdrowiu, dlatego, na koniec, powiedz mi, kiedy pójdziesz się przebadać, bo pięć lat to chyba za długo bez sprawdzania stanu zdrowia?

- W marcu wygeneruję czas. Jestem w nowym mieście, układam sobie siatkę od fryzjera do lekarza, bo nie chcę iść byle gdzie, tylko do sprawdzonych specjalistów.

Na pewno Fundacja Rak’n’Roll ma pełną listę specjalistów w Warszawie.

- Na pewno to sprawdzę i postaram się do Meczu Różowej Wstążki się przebadać.